środa, 24 lutego 2016

01. Rude i piegowate

Odgłosy miejskiego gwaru wpadały do pomieszczenia przez szeroko otwarte balkonowe drzwi. Nerwowo wstał i zamknął balkon. Ulice zatłoczonego Monachium oświetlały promienie zachodzącego słońca, które przebijały się przez szybę i wlatywały prosto do salonu sportowca. Wstając, przeklął pod nosem. Zasłonił wszystkie okna w pokoju i ponownie rozłożył się na kanapie. Głowa pękała mu z bólu niemiłosiernie, do tego dochodził panujący dookoła chaos, bałagan. Nie miał teraz na nic ochoty, potrzebował snu i wody. Dużo wody.
Nagle do jego uszu dobiegł odgłos otwieranych drzwi.
-Siema młody!- usłyszał dwa razy głośniej niż powinien. Wstał powoli i spojrzał na sąsiada trzymającego w ręku reklamówki z piwem. O nie, dzisiaj alkoholu do ręki nie weźmie! Nie musiał nawet zapraszać kolegi, ten sam usiadł obok wyciągając nogi na stolik. Michał nawet nie przejmował się panującym bałaganem, nie przejmował się reakcją samego Andreasa. To norma w tym domu.
-Musimy pogadać Andi- powiedział blondyn i spojrzał na sportowca, wyciągając do niego rękę z otwartym już piwem, które po chwili odłożył na podłogę. Widząc nietęgą minę i skacowaną twarz kolegi, rozmyślił się. Wiedział gdzie był i co robił wczoraj wieczorem Wellinger. Nie miał nic przeciwko, jest dorosły- jego wybór. Przyjaciele, a szczególnie przyjaciele-sąsiedzi, muszą go wspierać.
-No niech Ci będzie, tylko nie długo. Sam widzisz w jakim jestem stanie- odpowiedział lekko mrużąc oczy. Wiedział, że zapowiada się poważna rozmowa, gdy Michał przynosi piwo nie jest dobrze. Gdy miesiąc temu przyniósł całą skrzynkę alkoholu, okazało się, że jego urocza żonka jest w ciąży i będą mieli na głowie małego śmierdziucha. On nadal nie może się z tym pogodzić, ponieważ bycie przyszywanym wujkiem nie jest wcale prostą sprawą i co jak co- nie jest jego marzeniem.
-Stwierdziliśmy z Amelią…- upił łyk piwa i po raz kolejny wstał i usiadł ponownie na kanapie poprawiając sobie poduszkę. Wyglądało to dość komicznie.
-Ty, co się tak kręcisz?- zapytał rozbawiony dziewiętnastolatek starszego kolegę. Michał nie mógł usiedzieć na miejscu, cały czas zmieniał pozycje. W końcu jednak odkrył przyczynę problemu i za poduszką znalazł część damskiej bielizny. Andreas uśmiechnął się lekko i  wymownie spojrzał na kolegę.
-Nonono, powiem Ci, że niezłe gabaryty miała ta twoja blondynka- powiedział z uśmieszkiem na twarzy, wymachując sporym biustonoszem. - Ja to nie wiem, kiedy ty znajdujesz czas na nie wszystkie.
-No za niedługo będę musiał zrobić sobie przerwę bo zaczną się treningi no i nowy sezon. Tak cholernie nudzi mnie ta rutyna, jeszcze te studia w weekendy. Powoli nie wyrabiam, chce już skakać i zaliczać zagraniczne laski- uśmiechnął się i spojrzał w kierunku drzwi, które ponownie się otworzyły. A tak bardzo chciał odpocząć i odespać wczorajszą noc, widocznie nie było mu to dane. Stała w nich Amelia z widocznym podekscytowaniem na twarzy i już lekko zarysowanym brzuszkiem. Szybkim krokiem weszła do pomieszczenia i przytuliła Andreasa całując go w policzek.
-No kochany, będziemy tęsknić! Przywieziemy Ci z Polski oscypka, więc nie masz się czym przejmować. Teraz to nawet w Warszawie można je kupić, prawda, że to cudowne!? Mam taką ochotę na oscypka, Michaś, kupisz mi, nie? - Kobieta mówiła szybko, wpadła w słowotok. Dobrze, że w porę spojrzała na Michała, który próbował ukryć krwisto czerwony biustonosz.
-Słonko, gdybym Cię nie znała, pomyślałabym, że trzymasz teraz w ręce i próbujesz nieudolnie przede mną ukryć prezent, na który czekałam bardzo długo. Aczkolwiek, znam was obu bardzo dobrze i wiem, że tą oto część kobiecej bielizny zostawiła kolejna wybranka Andreasa. Mam tylko jedno pytanie- blondynka czy brunetka tym razem? Mężczyźni patrzyli na Amelię szeroko otwartymi oczami, a Michał otworzył nawet z wrażenia usta.
-Blondynka…-pierwszy odezwał się Andi, co nie oznaczało, że zaskoczenie zeszło z jego twarzy równie szybko jak się pojawiło. O nie, on miał jeszcze kilka pytań- Jaki wyjazd, jaka Polska? Wyprowadzacie się do Warszawy?
Nie chciał zostawać tu sam, zawsze miał z kim pogadać, sąsiedzi nie prawili mu morałów, nie przeszkadzały im odgłosy dochodzące zza ściany. Już nawet zniesie tego bachorka mieszkającego obok, ale nie zniesie wyprowadzki tych dwojga!
-Ależ skąd- odpowiedział drugi facet w owym gronie, odrzucając do tyłu biustonosz.- Jedziemy do rodziny Amelki i przy okazji odwiedzimy również moich rodziców. Ale nie o to chodzi…
Andreas odetchnął z ulgą.
- Myślałam, że już wszystko wyjaśniłeś. Chodzi o to, że znaleźliśmy dużo większe mieszkanie niż to, gdzie pomieścimy się razem z naszym maluszkiem. Oczywiście będziemy nadal mieszkać w Monachium bo Michaś tu pracuje.- Amelia przerwała wypowiedź swojego męża, całując go w policzek.- Jutro wyjeżdżamy do Polski no i drogi mężu, poganiam Cię bo musisz się jeszcze spakować. Więc zostań jeszcze maks dziesięć minut i zapraszam do piwnicy po walizki- uśmiechnęła się szeroko. Podeszła kolejny raz do byłego już sąsiada i uściskała go przyjaźnie, obiecując, iż będą jego częstymi gośćmi. Wyszła i zostawiła ich samych. Powiedziała co chciała, równie szybko znikając.
-No to gratuluję nowego mieszkania- Wellinger poklepał swojego przyjaciela po ramieniu- Strasznie szybko to wszystko się dzieje, nie masz takiego wrażenia? Ten wasz ślub, dziecko przeprowadzka. Ja w twoim wieku, nie mam zamiaru się jeszcze w nic pakować. Ba... ja nie mam zamiaru nigdy się w nic pakować.
-Dorośniesz, zmądrzejesz młody. Wiesz jak dobrze jest mieć kochającą żonę i dom do którego możesz wrócić z pracy, odpocząć?- zapytał retorycznie, mimowolnie uśmiechając się.
-No i zostawiasz mnie tutaj samego, lepiej znajdź mi fajną sąsiadkę. Brunetka, albo blondynka, musi być starsza i wysoka, aczkolwiek nie wyższa ode mnie. Da się załatwić? Nie jestem zbyt wymagający.- Zapytał z nadzieją w głosie. Takie kobiety uwielbiał, nie musiały być mądre, wystarczy, że były dobre w łóżku. Tyle.
-A no właśnie, dobrze, że mi przypomniałeś o najważniejszej sprawie.- zbliżył się do kolegi, upijając łyk piwa.- Moja siostra tu zamieszka, bo będzie studiować w Monachium. Nie opłaca mi się sprzedawać mieszkania, jeśli mogę jej go zostawić. No wiesz dziewczyna zdolna, od lat planowała tutaj studiować.
-Ale was pcha do tych Niemiec, a przecież Polska taka piękna!- odrzekł Andi. W jego głowie powoli malował się obrazek siostry Michała, na którego leciały wszystkie laski na imprezie, dopóki nie zapuścił brody. Pewnie jego siostra będzie też niczego sobie.
-Zna niemiecki i angielski, więc z pewnością się dogadacie. Jest ruda, niska, miła i mądra. Więc z całym szacunkiem, ale jeśli ją tkniesz to porządnie Ci przyłożę, a poprawi moja Amelka.
-Oj nie, jeśli Amelka wkroczy do akcji to możesz być spokojny, nawet się do niej nie zbliżę. Nie lubię rudych. Mam dziwną traumę, więc nie masz się czym przejmować. Będę wzorowym sąsiadem, a jeśli to jest ta laska, której zdjęcie w długich warkoczach widnieje oprawione w ramkę u Ciebie w salonie, to trzy razy nie. Nie obraź się, nie mój gust – przekonujący, trochę rozczarowany głos Welleingera sprawił, że Michał uwierzył sąsiadowi. Nie chciał być dla niego nie miły, ale jego młodsza siostra jest naprawdę bardzo dobrym, uczciwym człowiekiem. Zmarnowałaby się u boku sportowca, jakim jest Andreas. Codzienne imprezy, kobiety. Czy on kiedyś z tym skończy?
-Znaczy, możesz z nią rozmawiać, byłbym wdzięczny gdybyś również jej pomagał, ale sam rozumiesz…
-Oczywiście, nic więcej. Jasne, obiecuję. Masz to jak w banku.- odpowiedział znużony chłopak. Rude i piegowate to nie jego bajka. 

poniedziałek, 8 grudnia 2014

00. The blood of innocence burning in the skies

I used the deadwood to make the fire rise
The blood of innocence burning in the skies
I filled my cup with the rising of the sea
And poured it out in an ocean of debris

I'm swimming in the smoke
Of bridges I have burned
So don't apologize
I'm losing what I don't deserve
What I don't deserve

We held our breath when the clouds began to form
But you were lost in the beating of the storm
And in the end we were made to be apart
In separate chambers of the human heart

I'm swimming in the smoke
Of bridges I have burned
So don't apologize
I'm losing what I don't deserve

It's in the blackened bones
Of bridges I have burned
So don't apologize
I'm losing what I don't deserve
What I don't deserve

I'm swimming in the smoke
Of bridges I have burned
So don't apologize
I'm losing what I don't deserve

The blame is mine alone
For bridges I have burned
So don't apologize
I'm losing what I don't deserve

What I don't deserve
What I don't deserve
What I don't deserve

And here's the dead wood to make the fire rise
The blood of innocence burning in the skies